Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Uspokojenie

niedziela, 07 marca 2010 21:01

Słów parę o wolności słowa

piątek, 05 marca 2010 20:03
   Doprawdy, podstawową zasługą biografii Kapuścińskiego pióra Domosławskiego jest ukazanie hipokryzji polskich - samozwańczych - elit intelektualnych. Pamiętamy niedawno, jak wielką myślozbrodnią zrealizowaną na papierze były kolejne książki na temat Wałęsy, które potraktowały go - delikatnie mówiąc - odbrązowiająco. Wyrzucano zwłaszcza Zyzakowi, mówiąc, że jest "chłystkiem", "gówniarzem", "młodym magistrem historii", który nie ma prawa pisać o Wałęsie "w ten sposób". W końcu minęły już czasy, kiedy gazety wyznaczające Polakom, co jest "szlachetne" i "eleganckie" a co "obrzydliwe" i "podłe" w najlepsze szydziły z Wałęsy, czyniąc z niego w oczach opinii publicznej nie umiejącego się poprawnie wysłowić, impulsywnego prostaczka  i miłośnika krzyżówek, który nie czyta książek (bo chciał Kwaśniewskiemu "podawać nogę" i śmiał odwoływać się do antykomunistycznej retoryki). Tak, proszę Państwa,  nie bójmy się przypomnieć - to ten sam Wałęsa, który jest teraz "mędrcem Europy", "skarbem narodowym" (bo mówi, że "mamy durnia za prezydenta"). Zresztą, czy minęły te czasy bezpowrotnie - sam nie wiem, bo wystarczy przypomnieć, że kiedy Wałęsa dopuścił się flirtu z Declanem Ganleyem, pogrożonu mu mocno w paru artykułach palcem. Teraz, kiedy biografię Kapuścińskiego napisał dziennikarz wywodzący się z tego środowiska, trudno było nazwać go "oszołomem", "dzikim lustratorem" czy bić w bęben, że stała się wielka "podłość". Niektórym nie przeszkadzało to dokonać rytualnych ataków - Magdalena Środa w felietonie na wp z bezceremonialną szczerością zwróciła się przeciwko "bezkompromisowej Prawdzie, która nie liczy się z przyjaźnią, która drwi z dyskrecji, gardzi przemilczeniami, nie rozumie empatii". Oczywiście Środę interesują środowiskowe pomniki wznoszone na fundamentach relatywizmu a nie prawda, co akurat żadną niespodzianką nie jest. Głos zabrał też Bartoszewski - wyznał, że książki nie czytał, ale nie przeszkadzało mu to porównać jej do przewodnika po burdelach. O desperackim posunięciu wdowy po Kapuścińskim, która próbowała uruchomić cenzurę prewencyjną nie wspomnę, bo akurat emocje wdowy - nawet, jeśli trudno do końca usprawiedliwić - można z całą pewnością zrozumieć.
   Kolejną książką, która budzi dużo negatywnych emocji jest "Nocnik" Żuławskiego wydany przez Krytykę Polityczną. Pewna celebrytka ze znanej rodziny odnalazła się w jednej z postaci i najpewniej bedzie procesować się z pisarzem i reżyserem oraz wydawcą. W tym kraju, ma niestety szansę wygrać, tak jak wygrali inni celebryci - bo trudno nazwać inaczej tę dziennikarską parę o rozdętym ego - Lisowie.  Opierając się na fragmentach uzasadnienia dostępnych w internecie, przeczytać można, że sąd orzekł w duchu: choć powodowie są osobami publicznymi, także mają prawo do ochrony prywatności i można pisać o tym tylko, jeśli ma to związek z ich zawodowymi obowiązkami. Kuriozalne jest także to, że sąd najwyraźniej uznał za naruszanie praw powodów robienie zdjęć bez ich zgody w miejscach publicznych i stwierdzenie, że programy Lisa są stronnicze. A nie są?
   Młodzież z wrocławskiego liceum, którą zaczęły kolić w oczy krzyże, złożyła pozew przeciw Ryszardowi Legutko pozew za nazwanie ich "rozwydrzonymi smarkaczami". Jeśli wygrają, ruszy pewnie lawina pozwów przeciw rodzicom za nazywanie swoich pociech "bachorami" czy "pętakami". I przeciw nauczycielom, rzecz jasna.
   Dzisiaj Alicja Tysiąc wygrała z "Gościem Niedzielnym". I ciekawe, co na treść uzasadnienia obrońcy wolności słowa i dziennikarskich swobód? Sędzia zarzuciła autorom artykułu, który był dla Tysiąc impulsem do złożenia pozwu, posługiwanie się "językiem nienawiści" i wskazała, że winni byli posługiwać się - jak na autorów katolickiego tygodnika przystało - "językiem miłości". Oto w majestacie prawa sędzia określa ramy publicystyki, ignorując fakt, że Konstytucja RP gwarantuje wolność słowa, a sądy nie są od tego, żeby komentować, jak ma się profil gazety do jej zawartości merytorycznej i sposobu wyrażania poglądów.
   Od 1989 upłynęło już ponad dwadzieścia lat, ale okazuje się, że wolność słowa jest bardziej kulawą i zezowatą panną, która robi dobrze tylko wybranym niż stateczną i poważną mężatką, która cieszy się powszechnym szacunkiem.   

komentarze (14) | dodaj komentarz

Beniamin Buttton i inne przypadki

wtorek, 02 marca 2010 22:24
    O "Ciekawym przypadku Benjamina Buttona" z Bradem Pittem mówiło się tyle dobrego (nie tylko w kontekście oskarowych nominacji i wreszcie, wyróżnień), że przekornie postanowiłem odłożyć sobie jego obejrzenie w czasie. Nie bez znaczenia dla wyrobienia w sobie pewnej rezerwy był tu również złośliwy montaż ukazujący, że z prozy F. Scotta Fitzgeralda uczyniono w pewnym sensie oskarowego produkcyjniaka wysmażonego na wzór "Forresta Gumpa". Jeśli ktoś jest zainteresowany, wspomnianą rzecz można zobaczyć pod tym adresem: http://www.break.com/usercontent/2009/1/The-Curious-Case-of-Forrest-Gump-649781.html
Na dobrą sprawę jest to jedyny pełnometrażowy film wielbionego przeze mnie Davida Finchera (reżysera m.in. "Podziemnego kręgu" i "Siedem"), którego do tej pory nie widziałem.
    Na fali popularności "Ciekawego przypadku..." wydawnictwo Amber wydało zbiór opowiadań F. Scotta Fitzgeralda (znanego m.in. z "Wielkiego Gatsby"), który otwiera właśnie historia Beniamina Buttona (tutaj zaznaczę, że stosuję wymiennie "Benjamin" i "Beniamin" zgodnie z tytułami - odpowiednio filmu i książki) - człowieka, który urodził się jako starzec i umarł jako dziecko. Niezależnie od tego, w którą stronę biegnie czas i tak proces przemijania dotyczy nas wszystkich - zdaje się konkludować ze smutkiem autor.
   Inne opowiadania zamieszczone w zbiorze są równie interesujące (wszystkie powstały w latach 20.). Nawet staroświecki dydaktyzm "Bez namysłu" jest świetnie równoważony błyskotliwym humorem obserwacyjnym, który pomimo upływu wieku nie traci nic ze swojej uniwersalności (rzecz o pożyczaniu pieniędzy i ustępowaniu miejsca w środkach komunikacji miejskiej). W "Cztery razy w gębę" każda istotna lekcja pokory otrzymana przez bohatera (jak w tytule - perswazja ma charakter fizyczny) - okazuje się być dla niego w jakimś sensie zbawienna w skutkach. "Tył wielbłąda" i "Przybrzeżby pirat" to historyjki miłosne, które świetnie pokazują wielki talent Fitzgeralda do małych form - z pozoru błahe i wymuszone opowiadania, zawierają jednak sporo psychologicznych prawd, celny dowcip i świetnie poprowadzone dialogi. Genialnie przwrotny jest  finał "Śpiącej królewny" - kryzys nerwowy dotyka postać drugoplanową opowiadania, która ciągle napominała przepracowanego bohatera, że prowadzi niezdrowy tryb życia ("Wykończył go trud zachowania umiaru w życiu" - podsumowuje zjadliwie doktor). 

komentarze (5) | dodaj komentarz

"Milczenie Lorny"

niedziela, 28 lutego 2010 0:34
   Film ten (obok wielu innych obrazów) zobaczyć można dzięki cennej inicjatywie spółki Iplex, jaką jest strona www.iplex.pl, którą polecam Państwa uwadze.
   "Milczenie Lorny" jest międzynarodową produkcją (Belgia, Francja, Włochy, Niemcy), która ma na swoim koncie kilka prestiżowych wyróżnień i nominacji (między innymi Złota Palma za najlepszy scenariusz w Cannes za rok 2008). Osobiście nie przepadam zbytnio za kinem europejskim (poza angielskim) i również "Milczenie Lorny" mnie rozczarowało. Temat ma w sobie spory potencjał - oto kryminalnie uwikłana Albanka, która wyszła za mąż (za narkomana) dla unijnego paszportu, poddawna jest presji, żeby nie przeszkadzała jego nałogowi uczynić jej wdową. Jednak Lorna - ostatecznie - poczuwa się do odpowiedzialności za los męża podejmującego walkę o "czystość". Tymczasem na świeżo upieczoną Belgijkę będzie czekał zakontraktowany przez jej "protektorów" Rosjanin. Sama zaś Lorna zarabia pieniądze z myślą o tym, żeby otworzyć wraz z ukochanym Sokolem lokal. Niestety, dobre pomysły zostały zmarnotrawione słabym wykonaniem, złym rozłożeniem akcentów i brakiem sugestywnego nastroju (nie bez winy jest tutaj Arta Dobroshi w tytułowej roli). Całość wlecze się niemiłosiernie, dialogi są w sporej części niemrawe, a narracja zbyt surowa, by mówić o uczuciach i instynktach. Jedno z istotniejszych w filmie wydarzeń zdarza się poza ekranem, ale niestety mistyfikacją nie jest (widz ma wrażenie, że ktoś zrobił mu psikusa i na chwilę przewinął film). Inne z kolei, okazuje się dokonywać jedynie w sferze wyobraźni bohaterki, zupełnie jakby twórcy przestraszyli się, że ktoś może ich posądzić o konserwatywne przesłanie. Nie przekonuje mnie również zakończenie - przewidywalne w treści, kuriozalne w sposobie realizacji i nade wszystko - niekompletne.
   "Milczenie Lorny" chce dotknąć wielu ważkich tematów na raz - emigracji, aborcji, macierzyństwa, wierności i lojalności, handlu osobami ludzkimi, ale widz czuje się, jak w lodziarni, w której pozwolono mu spróbować kilku smaków a potem odprawiono z samym wafelkiem.

komentarze (7) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


Licznik odwiedzin: 126602

"Nie muszę być jajkiem na patelni, by móc opisać jajecznicę". G. Flaubert

Kontakt: kozdanny@yahoo.co.uk

________________________________________________

KSIĄŻKI I OPOWIADANIA MOJEGO AUTORSTWA:

1."KŁOPOTY TO MOJA SPECJALNOŚĆ, CZYLI KRONIKI SOCJOPATY" (PRÓSZYŃSKI I S-KA, 2007)

2."SOCJOPATA W LONDYNIE" (PRÓSZYŃSKI I S-KA, 2007)

3. "KLUB SAMOBÓJCÓW" (PRÓSZYŃSKI I S-KA, 2008)

4. opowiadanie "DZIEWIĘĆ ŻYĆ KOTA ALBERTA" w antologii "OPOWIADANIA POD PSEM I KOTEM"(WYDAWNICTWO MG, 2008)

5. "MÓJ PRYWATNY SĄD OSTATECZNY" (GRASSHOPPER, 2009)

_________________________________________________

Linki

Blogi literackie, krytyczne, popkulturalne

Blogi zaprzyjaźnione

Do zakupienia jeden krok

Gdzie czytać recenzje i omówienia moich książek

Literackie

Ludzie, pasje, zestawy i zestawienia

Moi wydawcy