Doprawdy, podstawową zasługą biografii Kapuścińskiego pióra Domosławskiego jest ukazanie hipokryzji polskich - samozwańczych - elit intelektualnych. Pamiętamy niedawno, jak wielką myślozbrodnią zrealizowaną na papierze były kolejne książki na temat Wałęsy, które potraktowały go - delikatnie mówiąc - odbrązowiająco. Wyrzucano zwłaszcza Zyzakowi, mówiąc, że jest "chłystkiem", "gówniarzem", "młodym magistrem historii", który nie ma prawa pisać o Wałęsie "w ten sposób". W końcu minęły już czasy, kiedy gazety wyznaczające Polakom, co jest "szlachetne" i "eleganckie" a co "obrzydliwe" i "podłe" w najlepsze szydziły z Wałęsy, czyniąc z niego w oczach opinii publicznej nie umiejącego się poprawnie wysłowić, impulsywnego prostaczka i miłośnika krzyżówek, który nie czyta książek (bo chciał Kwaśniewskiemu "podawać nogę" i śmiał odwoływać się do antykomunistycznej retoryki). Tak, proszę Państwa, nie bójmy się przypomnieć - to ten sam Wałęsa, który jest teraz "mędrcem Europy", "skarbem narodowym" (bo mówi, że "mamy durnia za prezydenta"). Zresztą, czy minęły te czasy bezpowrotnie - sam nie wiem, bo wystarczy przypomnieć, że kiedy Wałęsa dopuścił się flirtu z Declanem Ganleyem, pogrożonu mu mocno w paru artykułach palcem. Teraz, kiedy biografię Kapuścińskiego napisał dziennikarz wywodzący się z tego środowiska, trudno było nazwać go "oszołomem", "dzikim lustratorem" czy bić w bęben, że stała się wielka "podłość". Niektórym nie przeszkadzało to dokonać rytualnych ataków - Magdalena Środa w felietonie na wp z bezceremonialną szczerością zwróciła się przeciwko "bezkompromisowej Prawdzie, która nie liczy się z przyjaźnią, która drwi z dyskrecji, gardzi przemilczeniami, nie rozumie empatii". Oczywiście Środę interesują środowiskowe pomniki wznoszone na fundamentach relatywizmu a nie prawda, co akurat żadną niespodzianką nie jest. Głos zabrał też Bartoszewski - wyznał, że książki nie czytał, ale nie przeszkadzało mu to porównać jej do przewodnika po burdelach. O desperackim posunięciu wdowy po Kapuścińskim, która próbowała uruchomić cenzurę prewencyjną nie wspomnę, bo akurat emocje wdowy - nawet, jeśli trudno do końca usprawiedliwić - można z całą pewnością zrozumieć.
Kolejną książką, która budzi dużo negatywnych emocji jest "Nocnik" Żuławskiego wydany przez Krytykę Polityczną. Pewna celebrytka ze znanej rodziny odnalazła się w jednej z postaci i najpewniej bedzie procesować się z pisarzem i reżyserem oraz wydawcą. W tym kraju, ma niestety szansę wygrać, tak jak wygrali inni celebryci - bo trudno nazwać inaczej tę dziennikarską parę o rozdętym ego - Lisowie. Opierając się na fragmentach uzasadnienia dostępnych w internecie, przeczytać można, że sąd orzekł w duchu: choć powodowie są osobami publicznymi, także mają prawo do ochrony prywatności i można pisać o tym tylko, jeśli ma to związek z ich zawodowymi obowiązkami. Kuriozalne jest także to, że sąd najwyraźniej uznał za naruszanie praw powodów robienie zdjęć bez ich zgody w miejscach publicznych i stwierdzenie, że programy Lisa są stronnicze. A nie są?
Młodzież z wrocławskiego liceum, którą zaczęły kolić w oczy krzyże, złożyła pozew przeciw Ryszardowi Legutko pozew za nazwanie ich "rozwydrzonymi smarkaczami". Jeśli wygrają, ruszy pewnie lawina pozwów przeciw rodzicom za nazywanie swoich pociech "bachorami" czy "pętakami". I przeciw nauczycielom, rzecz jasna.
Dzisiaj Alicja Tysiąc wygrała z "Gościem Niedzielnym". I ciekawe, co na treść uzasadnienia obrońcy wolności słowa i dziennikarskich swobód? Sędzia zarzuciła autorom artykułu, który był dla Tysiąc impulsem do złożenia pozwu, posługiwanie się "językiem nienawiści" i wskazała, że winni byli posługiwać się - jak na autorów katolickiego tygodnika przystało - "językiem miłości". Oto w majestacie prawa sędzia określa ramy publicystyki, ignorując fakt, że Konstytucja RP gwarantuje wolność słowa, a sądy nie są od tego, żeby komentować, jak ma się profil gazety do jej zawartości merytorycznej i sposobu wyrażania poglądów.
Od 1989 upłynęło już ponad dwadzieścia lat, ale okazuje się, że wolność słowa jest bardziej kulawą i zezowatą panną, która robi dobrze tylko wybranym niż stateczną i poważną mężatką, która cieszy się powszechnym szacunkiem.
komentarze (14) | dodaj komentarz